Rozwazania o czasie. Wersja koncowa.

Kategoria: inne  

Rozwazania o czasie. Wersja koncowa.

Aparat: CAMERA - EXIF
Model: 6MP-9J5
Przysłona: f/6.7
Naświetlanie:
ISO: 50

Włącz muzykę/film

 

"Czasem czuje że, czas zakrzywia się we mnie". To nie jest złudzenie, gdy siedzisz w tym owalnym, metalowym kolosie, kapsule bez wyjścia. Chwila, gdy kola odrywają się od chropowatej powierzchni pasa startowego nie mają początku, ani końca. W okienku zachodzące słońce oddala się i obniża, a horyzont kolebie. Wkładam do uszu słuchawki, by dać podkład pod spektakl, który obserwuje, ale zapominam, że tu, bliżej chmur, czas nie istnieje i muzyka obwiesza się fałszywymi nutami jak tombakowa, orientalna biżuterią, z której zawsze wypadają najpiękniejsze kamienie, nie dość wlepione w całość. Tak rytm muzyczny broni się przed istnieniem w nie-czasie. Skrzydlaty kolos dobrze wie, jak skłonić cie do wsłuchania się w rytm silników i w prawie niezauważalne, metaliczne piszczenia trzepotu masywnych skrzydeł. Tam, w białej pustyni chmur, gdzie słońce jest najjaskrawsze, on jest najpiękniejszym motylem. Zaczyna się bezwiedne przesuwanie koralików buddyjskiej bransoletki,  jeden koralik na jedna zbędną myśl. Nie dochodzę nawet do polowy okręgu wokół przegubu, gdy wszystkie twory umysłu znikają.

Opadanie zawsze związane jest z oczekiwaniem. Z wolna pociąg wyobrażeń zaczyna się rozpędzać. Chcesz czegoś, wytężasz wzrok. Łoskotliwe spotkanie się z ziemia jest jedynie zawodem. Tak, tu tez jest ziemia, tu tez istnieją drzewa, tu tez ludzie mieszkają w prostokątnych tworach z betonu i szkła. Zawód dotyczy ucieczki, która się nie udała. Miało być wyżej, dalej, miało być na zawsze z daleka od upływu tego złowrogiego, tykającego tyrana, który każe wciąż szukać zagubionych w sobie chwil. A on znów istnieje i ma się dobrze. Każe ci odpiąć pasy po wyłączeniu sygnalizacji świetlnej, zawsze, w każdym języku tak samo. Ściągnąć bagaż z półki nad głową i  czekać na otwarcie drzwi, czując na plecach oddechy ludzi, których, wydaje się, wcześniej tu nie było. Na uwolnienie. I na ponowne zapakowanie w kierat czasu. Oddycham spokojnie, kontroluje wszystkie ruchy mojego ciała, staram się zwabić te chwile, które minęły. Uchwycić chociaż wrażenie. Ale, oprócz spokoju, nic więcej mnie nie ogarnia. Czas wrócił.

Powietrze jest szare, wzrok nieostry, gorąco zdaje się buchać z samego jadra ziemi. Patrzysz na białe czubki sekwoi, wydaja się poruszać na wietrze, jednak żaden, nawet najmniejszy ruch powietrza nie dociera do ciebie. Niebo i ziemia są niebezpiecznie blisko. Dwie ciężkie, puchowe pierzyny, zlane potem po długim i męczącym śnie. Rozżarzone powietrze wdziera się do wewnątrz twojego ciała, podażą strumieniami, których istnienia nie byleś świadom, rozlewa się i odurza, spowalniając wszelkie ruchy do granic możliwości. Noga za noga, starasz narzucić sobie jakiś rodzaj rytmu, ale powrót pamięcią do chwil, gdy ciało poruszało się jeszcze europejskim rytmem jest niemożliwe. To jest Azja. Odurzająca masa gęstego powietrza uczy nowego rytmu. Powstaje nowy rodzaj czasu. Muzyka prawie niema, niknąca w przepakowanej atmosferze a jednak przeraźliwie głośna. Trzask klaksonów, tłumy ludzi, rozżarzone, pachnące metalem budki przewoźników, czekających na pasażerów z głowami schowanymi pod falowanymi daszkami. To wszystko powoli wzbiera w tobie. Gorąca ciecz wrażeń dotąd nieznanych wypełnia twoje ciało i twardnieje.

Czysto biała budowla Meczetu schowana jest w połowie za ciemnozielonymi, iglastymi drzewami, których nazwy nie znasz. Budynek czubek ma okrągły i uwieńczony, jak piętrowy, weselny tort, jakimś przedmiotem, którego kształtu nie można dojrzeć z dołu. Chowam się w cieniu, już rozumiem, że w tym świecie cień to życie, to ruch. Przytulam twarz do zaparowanych, plastikowych szybek butelki z woda. Cień i woda. To dwa najważniejsze słowa tego miejsca. Żadna, nawet najbardziej lotna, azjatycka filozofia nie jest w stanie przyćmić ich znaczenia. Drewniana ławeczka, zbudowana naokoło drzewa jest jedynie przyjemnie ciepła. Oto stoi przede mną ten gmach. Wydaje się, że nie jest tutaj na stale, ze pojawia się i znika, że codzienne modlitwy Muezzina nadchodzą z wielu stron naraz. Wspinasz się po kilkustopniowych schodach, tak białych że trudno uwierzyć, by ktokolwiek po nich chodził. Przy złoconych drzwiach mały, turecki dywanik, na nim wiele par butów. Klapki, czółenka, męskie, wyszywane złotą nitka buty z zadartym noskiem. Bosymi nogami drepcze po czerwonym dywanie w stronę szafy, z której wyciągają dla mnie czarna chustę, by zakryć ramiona i włosy. Posłusznie okrywam się, ale czuje, ze twarz zaczyna mi płonąc. Stoję na galerii kobiecej, na linii namalowanej na dywanie, przodem w kierunku Mekki. Policzki mnie szczypią i nie wiem, czy ze wstydu czy z gorąca, które odziane grubymi dywanami i cisza, wydaje się nie do zniesienia. Jakaś pani siedzi na podłodze, kilka metrów za mną, pochylając się miarowo w przód, wydaje się skoncentrowana na powtarzaniu cicho slow, z których słyszę tylko szum wydychanego powietrza. Obok niej, na malutkim stoliku lezą siatki z zakupami z pobliskiego supermarketu Tesco. Nie słucham mojego przewodnika. Staram się podążać za szeptem modlitwy kobiety i za jej rytmicznymi skłonami. Jej taniec sprawia, że czerwone dywany migają mi przed oczami, kurz wzbija się w powietrze. Ich głowy kręcą się, nasadzone głęboko na kij podziału ludzi na mężczyzn i kobiety. Posłusznie odpowiadam na pytania. Nie, nie jestem zamężna. Nie, jesteśmy tylko przyjaciółmi. Kiwam głową, gdy znów słyszę, ze mam piękne oczy. Moje zwyczajne, niebieskie oczy są tutaj niecodziennym zjawiskiem. Oddychasz ciężko. Chcesz wyjść, europejskie wygodnictwo i poczucie zanikającej w ogromie tradycji wolności wypluwa cie na zewnątrz meczetu.

Poczucie czasu jest niezależne od kontynentu. Sprawy, które minęły, nie minęły naprawdę. Wczoraj, dziś i jutro to jedna i ta sama chwila. Czujesz, ze dalej wyjechać się już nie da. A jednak nawet tu ryby schnące na straganach maja dokładnie taki sam zapach, jak miliony minionych chwil temu, w domu, w sieciach twojego ojca, zaraz przy twoim dawnym domu. Przy twoim miejscu zamieszkania. Dom to chwila, która utkwiła w czasie, chwila bez początku i końca. Nosisz ją na sobie, jak wapienny pancerzyk.

 

 

Link do wpisu:

Komentarze

lovehermadly
3 dni temu

Cześć, wróciłam.

Od zdjęcia bije smutek.

lovehermadly: Cześć, wróciłam. Od zdjęcia bije smutek.

odpowiedz

Reklama
3 dni temu

Dodaj komentarz

nick/imię:

Zaloguj się, jeśli masz już konto.
Zarejestruj się za darmo, jeśli go nie posiadasz.

treść komentarza:

Komentuj

Poleć to zdjęcie znajomym

Rozwazania o czasie. Wersja koncowa.  ::  
"Czasem czuje że, czas zakrzywia się we mnie". To nie jest złudzenie, gdy si

Podaj swój adres e-mail

Podaj adresy e-mail znajomych

Napisz wiadomość

Przepisz kod z obrazka:

 

 

Moje ostatnie wpisy

  • Rozwazania o czasie. Wersja koncowa.  ::  
"Czasem czuje że, czas zakrzywia się we mnie". To nie jest złudzenie, gdy siedz

    4 dni temu

  • a priori  :: A priori wiem. Aksjomatycznie, wewnatrzczaszkowo. A priori nie potrzebuje swiata, nauki i wiedzy by

    4 dni temu

  • Mnie tam nigdy nie bylo.  :: To nie tam moj pies zygal trawa.
To nie tam siedzialam na wielkiej puszce z podobizna Marylin Monroe

    4 dni temu

  • Chodzenie po przeszlosci.   :: Wracanie mysla do miejsc minionych. Gra plyt chodnikowych, stukot butow, zapach kwitnacych kasztanow

    5 dni temu

  • Wiersze mi chodza.  :: Po glowie. I rozmowy do p[ozniej nocy. Ja nie powinnam rozmawiac. Pozniej nie potrafie odejsc. Uzale

    6 dni temu

  • ...  :: C'mon babyI simply must go - Baby, it's cold outsideThe answer is no - Ooh darling, it

    6 dni temu


Albumy

Aby wykonać akcję musisz się zalogować.

Jeżeli nie masz jeszcze konta zarejestruj się.

Aby wykonać akcję musisz się zalogować.

Jeżeli nie masz jeszcze konta zarejestruj się.

Ulubione fotoblogi

#5

a chuj tam tralala

kolejne z serii :D

jestem wolny///   wolny jestes ty

Pozostałe (14)

Ostatnie komentarze

Otrzymane|Napisane

Ostatnio odwiedzili


Ulubione linki